Kasia's profilekasiek :)PhotosBlogListsMore ![]() | Help |
|
|
March 22 kolejny dzien :)Wielkanoc... choc przez ostatnich 40 dni obowiazywal post, nie zawsze udawalo nam sie oprzec pokusom czychajacym za rogiem...
pamietny alkochinczyk... 1,5 tygodnia pozniej - szalona gra [z mniejsza iloscia pol i alternatywa, o ktorej az strach pisac;] u znajomych Ani... pojawilo sie jeszcze kilka innych "pokus", ale o tych nie warto pisac ;)
wiem, ze powinno byc inaczej: robic, jak w poscie nakazano [niegdys, bo ostatnio to ponoc jakis fajny ksiadz nawolywal do uprawiania milosci i czegos tam jeszcze :P ], nieczynic nic zlego, nic wbrew kosciolowi i sobie, chodzic na msze itd... coz mam poczac? nie potrafie tak... wiem, ze nie powinnam sie do tego nawet przyznawac, ale jakos tak mnie naszlo, a poniewaz ostatni wpis byl dokonany 8 marca, przydaloby sie w miare "zaktualizowac [o ile wpis 1-3 razy w m-cu mozna nazwac aktualizacja] moj skromniutenki obszar, totez pisze co mi do glowy przyjdzie albo co slina na jezyk naniesie :)
zastanawialam sie ostatnio [moze to refleksja po rozmowie z panem taksowkarzem, ktory odwozil nas z Baranowa ;], czy oby nie wpadam w alkoholizm: coraz czesciej imprezy do rana, z duza iloscia alkoholu, dziwnych zagryzek, nienormalnych gier planszowych i prowizorycznych kostek do gry; coraz czesciej dziwne pomysly na spedzenie wieczoru poza domem; coraz dziwniejsze "sesje" zdjeciowe na terenie Poznania... strach pomyslec, co bedzie pozniej...
ale kiedy w trakcie takich gier nachodza mnie owe rozwazania, to juz po nich stwierdzam, ze WSZYSTKO ZE MNA W PORZADKU!!! co wiecej: stwierdzam, ze dla mnie studia wlasnie teraz sie zaczynaja!!! choc ostatnio coraz czesciej mam dosc Poznania, to ludzie jakich tam poznalam lub poznaje sprawiaja, ze az chce sie zyc!!! i ci, ktorzy byli, i ci, ktorzy sa, a kto wie, czy nie ci, ktorzy dopiero beda :)
studia na serio sa czasem, kiedy najwazniejsze jet zycie a nauka sama przyjdzie [no ok, czasem trzeba sie nad tym nieco nasiedziec ;]... wole oblac jakis egzamin i go potem poprawic, niz poswiecic znajomosci z ludzmi nie tylko z uczelni. w koncu w zyciu trzeba cos wspominaac i jesli nie beda to dziwne imprezy ze studiow, to tak, jakby tego "zycia" w ogole nie bylo [tu pragne podziekowac tworcom aparatow cyfrowych, ktore dzieki mozliwosci wykorzystania kart pamieci ze znacznie wieksza pojemnoscia niz ich wlasna pamiec wewnetrzna, pozwalaja jeszcze lepiej uchwycic najlepsze kawalki z imprez :P ]
krotko podsumowujac:
1. takie imprezy to chrzest bojowy, po ktorym mozna z "duma" mowic, ze jest sie 100%-owym studentem/-ka; 2. warto na zycie towarzyskie poswiecic wiecej czasu, nawet jesli jest to poczatek tygodnia ;)
3. aparaty cyfrowe to fajna rzecz :P
4. jesli czegos nie pamietasz, bo urwal ci sie film, zapytaj innych jak bylo + zerknij na zdjecia - wtedy ukladanka bedzie juz prosta ;)
March 08 dzien kobiet - nasz dzien :D8 marca to, procz urodzin, imienin i walentynek, jeden z najwspanialszych dla kobiet dni ;)
panowie mogliby powiedziec, ze "materialistki" z nas, bo tego dnia zadowalamy sie pieknymi kwiatami i czekoladkami ;)... w sumie mieliby racje ;)
od rana same niespodzianki: 10:12 - domofon, "galop" po schodach i dobijanie sie do drzwi... SEBA!!! pamietal o nas kochany chlopak i przyniosl nam po kwiatku :D
30min pozniej Bartek przywital kazda z nas piekna roza, az sie cieplo na sercu zrobilo :D potem przez caly dzien zyczenia od wspanialych, pamietajacych Panow :)
NEVER BETTER :D :D :D
taki dzien jak dzisiaj [no moze z lepsza pogoda ;) ] moglby byc codziennie :) w koncu kazda z nas marzy o ksieciu z bajki, ktory sprawilby, ze czulaby sie szczesliwie nie tylko te kilka razy w roku, ale zawsze :)
poki co, moj "ksiaze z bajki" bladzi gdzies po swiecie, i jesli ktos go widzial, niech go prosze nakierujcie na moj adres, ok?? do czerwca musi sie u mnie stawic ;)
z gory wielkie dzieki :P alkochinczyk ;]ajjjjj.... dusty little space ;]
nieco "wyjasnien" co do zdjec wczesniej zamieszczonych...
czwartek, 6 marca 2008 r., po zajeciach... dzien jak co dzien gdyby nie licznie organizowane wystepy Chippendalesow prawie we wszystkich klubach w Poznaniu ;]
ja bylam za pojsciem do Tuby, gdzie samorzad studencki AE takowa impreze organizowal dla Pan z okazji ich swieta :)
niestety nie udalo mi sie do konca namowic na wyjscie mojej wspollokatorki - Eweliny [nie wiem czemu sie opierala ;]... ale moze i dobrze...
Radek mial wracac do domu, ale na haslo "alkochinczyk" pedem udal sie na PKP zeby przebookowac bilet powrotny do domu [czego niestety nie udalo sie zrobic, bo za blisko Poznania mieszka :P ], Michal, Bartek i Ewelina do kuchni, zabrali sie za kucharzenie na "impreze", ja cos tam dzialalam z Radkiem i alkoholami, a w miedzyczasie kto sie zjawil? Krzysiu :D [za ktorym tak tesknilismy ;]!!!
godzina 21: przywitanie sie "smialkow-graczy", zniesienie niezbednych trunkow do pokoju, zapodanie muzyki i... start zmagan :D
pierwsze rzuty kostka byly niezle: "pijesz", "pija wszyscy", "pija dziewczyny/chlopaki"... 10 min i nie ma flachy :D... kolejne 10 min: poszla kolejna flaszka...
za szybko, ojj za szybko... w ramach przerwy ogladalismy filmiki na YouTube.com [Adam - nasz nowy wspollokator, dolacza do nas i wybywa predko z Bartkiem po "zapasy" vodki] 20 min i wracamy do gry... kilka razy udalo mi sie objac prowadzenie, ale po 32 polu sa same klopoty... trzeba pic i wracac i znowu pic ... idzie sie zmeczyc... po 4h ciagego picia odlecialam... kima i nic wiecej...
z zeznan moich "wspolsprawcow" gry wynika, ze impreza przeniosla sie na korytarz [i dobrze :D] gdzie losy kilku graczy potoczyly sie kipsko... podobnie jak ja udalo im sie objac prowadzenie, ale skonczyli w jeszcze gorszym stanie niz ja :D
nie bawiac sie w szczegoly powiem tylko, ze Bartek po 17h odzyskal swoje naturalne kolory, a Krzysiu - zjadl cos :P
caly piatek chowani przed swiatem, zeby ludzie nie pytali, co nam sie stalo :P
bylo ciezko, gra nie zostala skonczona, alkoholu juz nie bylo... ale coz, zostaly wspomnienia i fotki, i fajnie, bo bedzie co wspominac za pare lat :D [nie tylko ksiazki :D] February 05 surpriz :Djest wtorek, 5 luty 2008 r., juz tydzien po sesji i poki co, niech tak zostanie.
rok temu nie bylo tak kolorowo - nie mialam pojecia, jak wygladaja ferie na studiach, bo z wlasnej glupoty wpakowalam sie w poprawki, z ktorych oczywiscie potem wybrnelam sama lub wspolnie z moimi kompanami niedoli ;)
teraz jest zupelnie inaczej: jedyna poprawka czeka mnie z finansow u dr Kanduly, 15 lutego [tez sobie kobita date wybrala =\] poki co, nie mam jeszcze wynikow egzaminu z rachunkowosci finansowej i nieco mnie to martwi. wyniki beda w czwartek i w zaleznosci od tego, czy egzam bedzie "do przedu" czy "w plecy", zalezy kiedy wroce do Poznania, do ktorego poki co, nie mam ochoty wracac...
w srode, 30 stycznia, po ostatnim egzaminie z zarzadzania wyskoczylysmy jeszcze z dziewczynami do Slodowni na balety i o 6:40 [po niespelna 40 minutach "snu"] siedzialysmy juz w pociagu do Wroclawia, zeby stamtad smigac busikiem do Swidnicy. od czwartku do niedzieli blogie lenistwo, nic-nie-robienie i... lyzwy :) bylo bardzo fajnie i z checia niebawem powtorze ten wypad
w niedziele w nocy bylam juz w Gorzowie; nie wiem do kiedy tu zostane, moze do czwartku a moze do niedzieli, okaze sie na dniach, choc wiadomo, ze wolalabym jak najdluzej [wtedy moglabym spokojnie obejrzec na TVP1 >> 7 Niebo << =D ]
poki co, poki jestem w rodzinnym miescie, mam okazje spotkac sie ze znajomymi, ktorzy w koncu znalezli wolna chwile, odwiedzic mojego chrzesniaka i jego rodzinke [przy okazji =P ] no i porobic jeszcze pare innych dziwnych rzeczy, na jakie nie mam czasu w Poznaniu; obym sie ze wszystkim uwinela :)
a propos spotkan...
mialam sie dzisiaj spotkac z Marta i kiedy juz mialam wybiec z domu, mama przyniosla mi list z... Lyonu!!
surpriz, huh?? dla mnie jeszcze wiekszy, szczegolnie jak otworzylam koperte i ujrzalam, ze jest to oferta do mnie z... biura matrymonialnego!!!!!!
momentalnie zaczelam sie smiac, bo jak moze na cos takiego zareagowac?? =D "oferty" panow z Francji [musze przyznac, calkie przystojni co niektorzy =D]
poczytalam nieco i... odpuscilam =P swataja glownie Rosjanki i Ukrainki z Francuzami, wiec to nie dla mnie, pozostane przy poszukiwaniach panow z Polski =)
jedyne co mnie dosc powaznie zastanawia, to... skad mieli moj dokladny adres i skad wiedzieli, ze akurat w tej chwili jestem wolna?...
niezly bajer, mnie wmurowalo =)
no nic, poki co, ja sie odmeldowuje i uciekam robic cos pozytecznego, bo niebawem bede musiala zaczac brac sie za finanse [ponoc u dr Kanduly poprawki nie sa wcale lzejsze niz sam egzamin]... ehh, marne zycie studentki...
buziaki =* =) February 03 brak pomyslu na tytul...pomyslmy...
ile to juz czasu...
sporo... jak zwykle... mimo wszysto nie ma sobie nic do zarucenia, bo niby czemu? nikomu nie skladalam zadnego oswiadczenia woli odnosnie dokonywania wpisow, jak to juz wczesniej wspominalam. w ogole, blog ten [quasi-blog, wg mnie] powstal w wakacje specjalnie dla kilku osob, zeby mogly byc mniej wiecej na czasie z tym, co sie dzieje i w kontakcie ze mna. coraz czesciej zastanawiam sie czy nie zlikwidowac go mimo wszystko, bo nawet do dokonania wpisu takiego jak ten, trzeba znalezc chwilke czasu, a ja coraz czesciej znajduje wiele innych, ciekawszych rzeczy do robienia, niz siedzenie przed komputerem i pisanie sama nie wiem o czym...
wiedzac kto czasem odwiedza ten obszar, mialam ostatnio ochote pisac o kilku panach, o tym, co mowilam, kiedy mnie pytano o wiele spraw...
zapytana, kiedys powiedzialam komus, ze jesli bliscy, ktorych mialo sie dotad na codzien i bardzo blisko, nagle zmieniaja nie tylko styl zycia, miejsce zamieszkania, ale rowniez podejscie do wszystkiego i wszystkich, nie naciskam, czasem wrecz odpuszczam wszelkich staran z mojej strony, ale zawsze mam wyciagnieta reke...
teraz cisnie mi sie na jezyk zeby powiedziec, ze... klamalam...
stwierdzam, ze jednak jestem osoba z pozoru twarda, w srodku zbyt uczuciowa, jedna z tych, ktore niestety przez wielu sa wykorzystywane za ich dobrodusznosc, zwierzaja sie innym z najbardziej skrytych szczegolow zycia, o ktorych czasem nawet najblizsza rodzina nie wie... wiele bym dala za mozliwosc naprawienia tego, "poprawienia sie"...
nie potrafie spalic za soba mostow, tak bylo z Mariuszem, Goska, Marta i ich rodzinka, z Arkiem, czasem Bartkiem i Piotrkiem, Kamilem, Pawlem...
jak frajerka wierzylam, ze mimo zmiany miejsca zamieszakania, nie tylko mojego, wszystko bedzie ok, kontakt sie nie urwie. a jednak... i to wcale nie z mojej strony... chociaz pewne bardziej powinnam ich za to winic, do siebie zywie najwieksza uraze. pewnie zle robie uparcie tkwiac w jednym miejscu i starajac sie wszystkiemu zaradzic z obu stron, ale juz jakos tak mam... moze "zle" mnie wychowano?
serce mi sie kraja, kiedy osoby dobrze mi znane, nagle zapominaja o tym, co bylo i ogolnie nic sobie z niczego nie robia... myslalam, po tylu latach znajomosci, ze sa inni, ale najwyrazniej to ja bylam ta "inna". nawet nie wiecie, jak mnie to meczy i denerwuje. czasem mam ochote wszystkim tym osobom nawtykac za wszystko, powiedziec co o tym i o nich mysle, ale nigdy nie mam na to az tyle odwagi, nie mam, bo... dalej sa dla mnie dobrymi znajomymi, a niektorzy nawet przyjaciolmi...
moze nalezaloby nazwac "to" wyrachowaniem [z ich strony], a nie doszukiwac sie bledow z mojej strony, moze, ale dopoki sie nie skonfrontuje, nie bede wiedziala, a poki co, najwyrazniej nie zapowada sie na nic...
trudno...
January 21 long long time ago... 1,5 m-ca... jak bedzie trzeba to i wiecej...
mialam cos dodac jak bede miala wolna chwile, ale z natloku spraw i tlocznej [wkolo komputera, bardziej kabla do netu] atmosfery, nic nie pisalam przez ten caly czas... teraz nie wiem co bedzie: sesja wlasnie sie zaczela, jak nie zaliczenia, to egzaminy, bieganie za cwiczeniowcami po wpisy, "nerwowka" zeby sie ze wszystkim uwinac i miec z glowy... poki co, wiem, ze egzamin z finansow jest na bank w plecy i czeka mnie poprawka juz w 1 tygodniu nowego semestru, tj. 15 lutego...
jesli chodzi o cwiczenia i zaliczenia, to jak dotad wszystko do przodu, czasem nawet lepiej niz by sie oczekiwalo, ale nie narzekam ;)
zaraz biegne po wpisy z polityki, powrot do domu i nauka na jutrzejszy egzamin z tegoz przedmiotu... jutro maja sie tez ukazac wyniki z kola z ekonometrii, czytaj: zostane dopuszczona do egzaminu z przedmiotu [24.01.2008] czy tez nie... [oby tak!!!]... w srode tez wpisy z finansow... i potem juz [jeszcze?] tylko 2 egzaminy i spokoj... do domu [??]... idzie zdecydowanie lpeiej niz na 1 sesji... oby tak dalej...
December 12 hmm...prawie miesiac od ostatniego wpisu... poi co, nie ma zbytnio czasu, wiec moze napisze tylko, ze jak tylko wroce do domu, chociaz nie bedzie to wiele godzin, postaram sie cos wpisac... postaram sie dotrzymac obietnicy :D... November 22 22 listopadao hoho...
przydaloby sie odkurzyc klawiature i cos dopisac, ale na sama mysl nieco mnie skreca... tracic tyle czasu... czasem jednak mozna popuscic wodze fantazji i napisac cos wymyslnego, ale... nie liczcie na to, nie mam glowy do takich rzeczy ;)
prawda jest taka, ze zawsze znajde wymowke, slaba co prawda, ale coz... brak czasu to przypadlosc studencka i nie wypre sie jej, choc majac 3,5 dnia wolnego, cos z tego mojego czasu powinnam uszczknac i udzielac sie na MySpace... powinnam, jak jest, widza wszyscy...
moglabym powiedziec, ze przechodze trudny okres - ssssporo spraw do zalatwienia a nie zawsze zdanzam... procz tego dom i takie tam sprawy...
zastanawiam sie coraz czesciej, czy plany co do swiat wypala, czy ni, bo poki co, ani slowa od braciszka nie dostalam... wiem tylko, ze Goleniow (Szczecin) bedzie miejscem wylotu i przylotu i w najlepszym wypadku spedzimy u nich nie 2 a 3 tygodnie... oby... powrot: w sam raz na sesje i ewentualne poprawki ;]
nie zakladam oblania niczego, wiec musze zaczac brac sie do roboty i to ostro, przynajmniej jesli chodzi o rachunkowosc i finanse, a reszta [jezyki, ekonomika i cos tam jeszcze], w miedzyczasie... obym sie nie przeliczyla, bo nie byloby milo...
poki co, jestem na najlepszej drodze, zeby najszybciej skonczyc z jezykami i zarzadzaniem, ale czy tak bedzie, okaze sie na dniach :).....
musze sobie znalezc jakies hobby, takie, co na maxa mnie pochlonie, bo albo marnuje czas na sprawy glupie [AEP] albo szwndam sie bez celu i jakies durne mysli zaczynaja mi chodzic po glowie... jesli nie hobby, to chociaz nalog, zeby moc sie jakos odstresowac po skopanym dniu albo i tygodniu...
taniec, muzyka, film, clubbing, housing [odpowiednik domowek :D], ludzie, zakupy, etc. ... szkoda, ze nie ma na to wszystko az tyle kasy...
jako iz zaczynam pisac pierdoly i glupoty, postanowilam zawiesic moja dzisiajsza dzialalnosc na MySpace i isc zrobic cos malo [duzo?] pozytecznego, jednak nie wiem jeszcze co to dokladnie bedzie... cya, soon I hope :)
___________________________________________
na wesolo: JEFF DUNHAM & PEANUT :D
November 04 (...)
coraz czesciej zastanawiam sie, co wpisywac, kiedy tylko mam okazje wejsc na ta strone i szczerze mowiac, nie mam bladego pojecia :| ostatnio w moim zyciu, ani w kolo mnie, nie dzieje sie zbyt wiele rzeczy, o ktorych moznaby, lub w ogole warto, pisac... coz poradzic, jak sie nie jest Lindsay Lohan, to nie ma o czym gadac; nikt nie pyta jak tam kuracje odwykowe, jak kochankowie, co na to wszystko rodzice i takie tam duperele... o czym ja w ogole gadam/pisze/marudze?..
ostatnio dowiedzialam sie, ze swieta najprawdopodobniej spedzimy z mama w Irlandii u razem z rodzicami Magdy i Pawlem+kilka innych osob; fajowo :D tak sobie ostatnio liczylam, kiedy, jesli swiateczny wypad do Irlandii wypali, w najblizszym czasie bede w domu i wiecie co wyliczylam? ze w najgorszym wypadku dopiero na przerwe semestalna [o ile nie wpakuje sie w poprawki jak rok temu]... massakra!!
za wiele nie bede pisala, bo czekam tylko na pewna osobe, zeby moc isc do McDonalda na kawe, bo zrobil nam sie z tego jakis dziwny zwyczaj i szkoda nie korzystac z okazji... od jutra znowu pelno roboty, powoli trzeba sie zaczac uczyc na kola, pisac referaty, robic durne prezentacje, tyrac jak wol za nic nie warte punkty/procenty, ktore na studiach zdaja sie byc najwazniejsze... tere fere...
w najblizszym czasie noze cos jeszcze zamieszcze... poki co, musze wyrobic sie z tym, co jest, napisac kilka maili, pouzupelniac braki i takie tam...
poki co, mowie 3majcie sie cieplo i kolorowych snow :D
over and out :)
October 30 ja mam 20 lat...taaaaaaaaaaaaaaaaaaaak jest :D
ja mam 20 lat, wlasnie dzisiaj, od kilku godzin :D:D:D
nie ma to tamto, zbyt wiele nie napisz, bo chce jedyne podziekowac wszystkim, ktorzy pamietali i tym ktorzy choc nie pamietali, starali sie i z mala pomoca "znakow" z zewnatrz, poznali co sie dzisiaj swieci i zlozyli zyczenia :D
koniec wpisu na dzis, uciekam do TUBY, bo po to zrezygnowalam z powrotu do domu o 15:20 ;]
crazy me, I know, but...
TUBA do rana, a potem, do domu :D
buziaki!!!!!!!!!!!! [dla mnie of korz :D] October 26 25 pazdziernika nie bylo!!!24 pazdziernika
who said life's all about studying?...
ostatni wpis byl 24 pazdziernika, na zajeciach z ekonometrii [lab]... obiecalam cos dopisac, ale w sumie to nie pamietam co dokladnie powstrzymalo mnie przed dokonaniem zamierzonego celu... ahh tak!! kolejne zajecia z ekonometrii!!! 4h laborek!! maaaaaasakra, ale coz... potem 2 wyklady i jakos dotrwalam do konca... ale z kompa chyba nie korzystalam, wiec moze dlatego nie uzupelnilam wpisu? kto wie... malo istotne. Wiem tylko, ze mam juz weekend, do powrotu do domu coraz mniej dni, do 20-tych urodzinek rowniez... ciekawe kto bedzie pamietal... w razie w, z gory dzieki za zlozone zyczenia [najfajniej gdyby w odpowiednim dniu ;]
...........................................
25 i 26 pazdziernika
co do czwartku: bylo extra i z mila checia powtorze taki wypad :D
2 sprawy: po pierwsze EWELINA!!!!!! SORKA ZE NIE POSZLYSMY [JA NIE DOTARLAM NA CZAS] RAZEM DO SLODOWNI!!!
Seba i Krzysiek nie chceli mnie wypuscic z basenu!! mowilam, ze bede miala klopoty, ale ich to nie ruszalo!! obiecuje!!!! I'll make it up to you!!! po drugie: dzieki dla chlopakow za Shamrocka ;] taki polski klub w amerykanckim klimacie :D
Grek co prawda odwalil niezla maniane, Piotrek - eghm, powiedzmy jedynie, ze chlopak umie sie wyginac ;) no i zostaje Radek...
temu 3ciemu to respect sie nalezy: majac pociag o 8, wyszedl wczesniej, ale niestety [a moze i stety ;] nie udalo mu sie na czas wstac... zycie :D
reasumujac: wszyscy wczoraj bawili sie przednio, co bylo widac po naszym stanie dnia nastepnego, ale coz - jak sie jest studentem nie mozna sobie niczego szczedzic
po to sa studia, zeby sie za wczasu bawic i cieszyc zyciem, bo potem to juz tylko obowiazki nas czekaja... tak wiec: korzystamy ile mozna, poki mozna :)
ja dziekuje za mila atmosfere i dobra zabawe w Shamrocku, bylo baaaardzo fajnie, mimo iz nie bylo mojego ex-wspollokatora, wiadomo jakiego, za ktorym tesknie i zaluje, ze nie mamy zbyt wielu okazji do spotkania...
z miejsca pozdrowionka sle rowniez Sebastianowi i Krzysiowi + thx dla Krzysia za pomoc z rachunkowoscia, kochaaaaaaaaaany jestes!!!
a Sebus? MORDO TY MOJA!! jestes niezastapiony i szkoda, ze juz coraz rzadziej u nas bywasz... btw: pozdro dla Pati :)
poki co, to wszystko co mam do spisania...
do uslyszenia i buziaki dla wszystkich!! :):):) :*:*:* :):):) October 24 pusto :|nic nie wpisuje.... postaram sie wrocic tu wieczorem i cos wpisac :D:D:D
si ju @ll!! :D :* :) October 19 powroty na miejsce "zbrodni"...teraz na serio widac, ze coraz mniej mam ochote tu bywac... jak sie ma wiele czasu wolnego, co zdawalo sie miec miejsce w wakacje, "zabawa" w pierdoly jakimi sa blogi, dzienniki, pamietniki i takie tam, miala jakis sens... teraz? nie dosc, ze brak checi, to nawet gdyby takowe sie pojawily, brakowaloby mi tematow do "poruszenia"
od jakiegos czasu, moze nawet od rozpoczecia roku akademickiego, "rajcuje" mnie juz mniej niz przed wakacjami. Kto wie, moze powodem tego sa wszystkie wydarzenia, jakie mialy miejsce we wrzesniu, spotkani ludzie, rozmowy... wymieniac moge wiele, ale po co?
to jest dowod na to, ze w zyciu "nic dwa razy sie nie zdarza i nie zdarzy" a szkoda, bo wiele rzeczy, gdybym tylko mogla, powtorzylabym jeszcze wiele razy... tu nalezaloby podkreslic znaczenie ludzkiej pamieci, ktora daje tak wiele, chociazby mozliwosc przywolania najmilszych wspomnien. To tez ma swoja wade: na krotka mete, owe wspomnienia daja wiele, ale na dluzsza mete, staja sie jedynie obrazem tego, co mialo miejsce [chodzi mi o doznania - gesia skorka, przyjemne uczucie...]
przez caly 1 rok na akademii wydarzylo sie wiecej niz moglam sobie wyobrazic... pewnie za jakis czas, kiedy dojde do konkretnych, jak narazie odrzucanych, wnioskow/mysli, umieszcze na tej stronce jakis wpis, ktorego bede zalowala, ale coz... jak sie cos buduje, to od podstaw; jak burzy - to w calosci...
nie wiem co sobie ludzie pomysla, ale ja w tej chwili [co ja gadam? od kilku tygodniu juz to planuje!!] odczuwam silna potrzebe wizyty u psychologa...musze poukladac w glowie wiele spraw, bo jesli tego nie zrobie, to nie wiem ile jeszcze dam rade siebie znosic...
wszystko zmienia sie z dnia na dzien i nie wiem jak sobie z wieloma sprawami poradzic... gdybym miala jakis nalog [papierosy, alkohol - do tego drugiego jest mi juz calkiem blisko...], poswiecilabym sie mu w calosci... albo hobby. Tylko co? Ani nie jestem sumienna, zeby to moje hobby uprawiac, ani nie mam zadnych szczegolnych upodoban... Ostatnio widzac ludzi tanczacych Salse w Slodowni stwierdzilam, ze bardzo chce do tego wrocic i zrobie tak. Doloze do tego jeszcze rower i moze jezyki [skoro mgr Jemielity ma gdzies angielski, to trzeba sie za niego samemu zabrac...].
Powiedzmy, ze co do hobby plany juz mam... jak bedzie? Okaze sie.
Moglabym podpiac pod to hobby jeszcze jedno zagadnienie, ale poki nie wiem o co dokladnie chodzi "drugiej stronie", tematu ruszac nie bede...
Nie mam nic przeciwko "nowosciom", ale, jak juz niektorzy zdazyli sie przekonac, albo jako znajomi wiedza o mnie co nieco, wole konkrety [juz sobie wyobrazam, jak Wasze mysli poszly w ruch ;]... pozwolicie, ze dywagacje na ten temat pozostawie na inny wpis...
poki co, z nudow wyjde chyba z domu, bo mozna umrzec... do poniedzialku tkwie w Gorzowie i jedyne co mnie pociesza to spotkanie z kilkoma osobami i takie tam...
pozdrawiam wszystkich i zycze milego weekendu i oczywiscie zwyciestwa Waszych faworytow w niedzielnych wyborach ;)
pamietajcie: Idzcie na wybory! Nie ry(d)zykujcie, (k)urna wasza mac!! October 04 dawno dawno temu...tiaa, bije rekordy... az sama sie dziwie ;]
ale bedac szczera w stosunku do siebie i do Was, juz coraz mniej chce mi sie tu zagladac i cokolwiek dodawac... nie wiem, czy jest tu cokolwiek interesujacego, czemu moznaby poswiecic chwile czasu, co przykuloby Wasza uwage...
2 tydzien "nauki", choc dzialo sie juz wiecej niz w pierwszym tyg, ale to i tak nie to samo co rok temu... sklad sie zmienil, wladza nareszcie przeszla w rece ludu ;] jest calkiem fajnie, ale mnie i tak wielu rzeczy i osob brakuje. kogo? pisac nie bede, bo jest to raczej dosc oczywiste...
ktos by powiedzial, ze trzeba isc dalej i nie martwic sie tym co bedzie, wspominac najfajniejsze chwile i dazyc do przezywania chwil jeszcze lepszych... prawda - powoli zaczynam juz odchodzic od durnych mysli, nawet udaje mi sie wyjsc z nowa grupa - swietnymi ludzmi tak btw ;) - i zabawic sie na imprezie integracyjnej [tu gorrace pozdro dla tych, ktorzy sie nie wylamali i stawili wczoraj na "apelu" pod pregiezem i bawili z nami w Minodze i Alcatraz bylo extra]
dzisiaj jestem juz w domu, pal licho, ze tylko do niedzieli! znajomi to znajomi, kazda chwila w domu jest cenna, a jak bede wracala, tez beda na mnie czekali i tu i tam. z perspektywy czasu moge powiedziec, ze nie zaluje niczego a wrecz przeciwnie - ciesze sie ze wszystkiego co zrobilam na 1 roku, z ludzi jakich poznalam, nawet z poprawek [nie ma to jak pozadny kop w tylek na "zachete" do nauki ;]
mam nadzieje, ze znajde w tygodniu czas i ochote wrocic tu i dodac jeszcze jakis wpis, moze fotki...
poki co, kombinuje jak tu spotkac sie ze wszystkimi, zdazyc ze wszystkim i jak powiedziec pewnym osobom o pewnych sprawach...
wszystko przede mna... September 28 dfgnlb hci...no i stalo sie... pierwszy tydzien "nauki", czyli, w wiekszosci przypadkow, zajecia organizacyjne, juz za nami [hmm, 1 rok juz od srody ma wolne... n/c] masakryczna ilosc skryptow, ksiazek, materialow i, jak zwykle... ich brak w bibliotece :|
grupa 7 TiH? hmm, poki co wydaja sie byc spoko, jacy sa? okaze sie juz niebawem ;)
a z nowinek mieszkaniowych: wczoraj nastapilo z dawna oczekiwany transfer... do pokoju obok :D troche tych rzeczy do przeniesienia bylo, ale trzeba bylo to zrobic, bo dzisiaj przyjezdzaja "nowi" do wczesniej zamieszkiwanego przez nas pokoju. Malwinie wcale nie przeszkadza, ze w pokoju przejsciowym beda mieszkali chlopacy a nie dziewczyny... ja tam ciesze sie z przeniesienia; dzisiaj musze zalatwic sprawe akademika, jechac z komputerem do punktu sprzedazy czy co to tam jest, na zakupy do Ikei, zalatwic i skserowac Owsiaka, do konca zadomowic sie w "green room'ie" i zrobic cos z Finansow Publicznych i takie tam bzdety... oby poszlo w miare szybko...
poki co, musze uporac sie ze soba, wytrzezwiec [nawet nie wiecie jaki problem sprawia mi poprawne wstukanie na klawiaturze kazdego slowa tego wpisu...]
mam nadzieje, ze rozumiecie i wybaczycie mi moja niedyspozycje... 3majcie sie cieplo cya ;) September 24 pierwszy dzien szkoly...jak bylam mala, z niecierpliwoscia wyczekiwalam pierwszego dnia szkoly, pierwsze zajecia, spotkanie z klasa, moze nowymi osobami.
wczesniej oczywiscie zakupy: wynajdywanie jak najfajniejszych zeszytow, dlugopisow, przyborow szkolnych, plecakow, za czym najbardziej przepadalam, i oczywiscie nowa garderoba - nie mozna przeciez pokazac sie w towarzystwie w "zestawach" z zeszlego roku ;)
z czasem entuzjazm mija; zakupy staja sie coraz mniej przyjemne, bo komu chce sie chodzic po sklepie i szukac tego wszystkiego, co dawniej sprawialo wielka radosc? cala gama produktow szkolnych jest jeszcze wieksza przez co podjecie decyzji wiaze sie z nie lada stresem...
choc z wiekiem wszystko przechodzi, dalej chyba mam zakodowane, ze pierwszy dzien, niezaleznie od tego jak przebiegnie, jest najfajniejszym z calego roku. czy slusznie?..
jestem juz [JUZ to bardzo wazne slowo :P] na 2 roku studiow w AE w Poznaniu. od przyjazdu, a wlasciwie od powrotu do Polski, musze podejmowac trudne decyzje, ktore w tej wlasnie chwili przysparzaja mi strasznego bolu glowy... nie wiem, czy nie dzialam impulsywnie, to sie okaze... oby tylko decyzje, ktore teraz podejme w wierze, ze wyjda mi na dobre, nie zmienily mojego zycia na gorsze... [jesli ktos nie wie o co chodzi, polecam zajrzec do wczesniejszych wpisow]
dzisiaj pierwszy raz w nowym roku akademickim [kurcze, a znajomi jeszcze tydzien posiedza w domu :\ ] udalam sie na zajecia:
planowany od godz. 8:00 do 11:45 "wyklad" z Ekonomiki Turystyki, zakonczyl sie po niespelna 45 min "gadki" [przynajmniej dowiedzielismy sie, ze polowa bedzie nieformalnymi cwiczeniami - moze uda sie zlapac zwolnienie za dobrze napisane kola;); a 2 polowa bedzie wykladem] no comment(...); 7h przerwy miedzy zajeciami, co mam nadzieje, ze sie juz nie powtorzy, a potem wyklad z Prawa Gospodarczego z prof. Iglinskim... nice, sporo smiechu, czasem bez powodu, ale przynajmniej tam sa jacys znajomi z 1 roku i z grupy ;]
poki co, jestem dobrze nastawiona na wszystko, ale od jutra moje nastawienie chyba sie zmieni, chociaz mam nadzieje, ze niewiele, a jesli, to na lepsze :D...
nieco odejde od tematu noworozpoczetego roku akademickiego i jedynie wspomne, ze wczoraj o godz. 11 zostalam mama chrzestna Wiktora Jana, najslodszego i najpogodniejszego dzieciaka pod sloncem :D [zalaczam fotki wiec milego ogladania :D]
September 22 last day at home...wyjazdy i powroty - dla niektorych to powod do radosci... fakt, kiedy jedzie sie do rodziny, ktorej sie dawno nie widzialo; kiedy wraca do "swoich" ludzi. ale w inych sytuacjach wiekszych powodow do radosci nie daja ["podroz" tramwajem na uczelnie :P]... ale tak na serio, z powrotu do domu sie cieszylam, mimo iz bylo to zaledwie kilka dni, ale zawsze to cos... niestety trzeba wracac... cholerna AE, zawsze musza sie wyrozniac i zaczynac wczesniej... grrrr krzyk nic nie da, trzeba wszystko zniesc po mesku, nawet kiedy jest sie dziewczyna ;)
zniose to, ale od samego poczatku bedzie trzeba sie uporac z kilkoma sprawami, ktore od jakiegos czasu spedzaja sen z powiek...
niby wiele sie dzieje kazdego dnia, ale kiedy wracam na MSN, nawet nie mam o czym pisac... nie bede przeciez meczyla Was tym, jak jablka spadaja z drzewa, a ja potem musze je targac, albo jak to moja mama musiala porac sie z chwastani, jak sasiedzi na dzialce ja zaniedbali, ze az przodownik interweniowal, ani takimi tam... nie bede, bo wiem jak fajnie sie tego slucha [juz mamusia dba o mnie i moje poinformowanie odnosnie spraw "dzialkowych" ;] poza tym, czytanie czegos takiego jest jak czytanie opisow przyrody w lekturach szkolnych, a kazdy wie, ze tych unika sie jak ognia ;]
jedyne, co przychodzi mi na mysl, to sprawa chrztu, ktory bedzie mial miejsce jutro o godzinie 11:00, na Zeromskiego [po czym jak wiadomo, "imprezka", ale do umiaru :D], a juz o 17:25 z peronu 2 dworca PKS odjedzie [ze mna na "pokladzie ;], PKS do Poznania... ojj, jak ja sie "ciesze"... strasznie mi sie nie chce... juz sobie nawet odpuszcze myslec o tym, bo zaczne sie zloscic... poki co, musze uporac sie z pakowaniem walizki, torby czy cokolwiek bedzie dostepne; musze dopilnowac, zeby mama nie wlozyla mi nic do bagazu... sporo tego :D
i tak za 3 tygodnie bede musiala wrocic do Gorzowa, wiec nie bede brala zbyt wielu rzeczy, bo i po co...
nie nudze Was juz... wracam [tiaaa, chyba raczej zaczynam] do pakowania... musze jeszcze na chrzciny kilka rzeczy przygotowac [nie wspominajac juz o sobie...] PS. pozdro dla Ewki W., ktora tez jutro zostanie chrzestna :D
narazie jestesm na "urlopie", dlatego nie wrzucam fotek przeze mnie wykonanych... mama jezdzi na szkolenia w ciekawe miejsca i jest, poki co, w posiadaniu aparatu, wiec pewnie sie nie obrazi, jak uzyje kilku fotek, co Wy na to ;]...
pozdrawiam, buziaki :*
PS[2]: wiem, ze wiecej osob zaglada na tego wspanialego bloga, stad moja prosba do Was... zostawiajcie czasem jakis wpis... tez chce cos poczytac!!!!!! :) September 19 "odkladaj decyzje, poki mozesz..." ;)juz wiem, co powoduje, ze nie dokonuje wpisow czesciej... lenistwo!! i chociaz jest to najprostsze wyjasnienie/argument, to ja dlugo sie nad tym zastanawialam... ostatni tydzien w domu, przed nowym rokiem akademickim, 2 rokiem na AE :D, i takie tam(...), sprawiaja, ze bardziej chce spedzac czas poza domem niz siedzac w nim [biorac rowniez pod uwage, ze dom jest pusty, a ja nie mam w zwyczaju rozmawiac z roslinami i scianami]... bywam w Gorzowie tak czeto, ze jak juz sie trafi okazja, korzystac trzeba na calego :)
wizyta u dentysty, na poczatku tygodnia, okazala sie nie az tak straszna, jak myslalam, choc kanalowe leczenie nie brzmialo zbyt fajnie... coz, dzieki temu jeszcze 2-3 razy w najblizszym czasie pojawie sie w domu :)
sprawy z chrztem zalatwione a od 2 dni bawie sie w nianie Michala, bo mlody nie ma z kim zostac... wiecie, jeszcze do niedawna mowilam, ze gdyby byla mozliwosc, nie mialabym nic przeciwko dziecku... zmienilam zdanie ;) miec takie na "wlasnosc" - nie, dziekuje, ale zajac sie takim 4-latkiem od czasu do czasu - a i owszem :)
do niedzieli jeszcze kilka dni... w piatek skonczy sie moj "samotny tydzien"; sobota - jakas "rozrywka", bo nikt nie bedzie pracowal :D
niedziela - 11:00 - chrzciny, oblewanie :P i... jazda do Poznania...
oby jak najwolniej mijaly dni... September 16 :)ehh, z tego calego "roztargnienia" wywolanego moim sukcesem, czytaj: zaliczona sesja poprawkowa, a co za tym idzie - 2 rokiem na AE, skad bedzie im mnie juz nieco trudniej wywalic :P, zapomnialam cokolwiek wpisac na stronie i znowu nie odzywalam sie kilka dni...
i tak wiem, ze wszyscy zawsze i wszedzie beda mnie kochali i wybacza :P...
jest juz 16 wrzesnia, a co za tym idzie - rozpoczal sie wlasnie ostatni tydzien studenckich wakacji... na mysl przychodzi piosenka Green Day: Wake Me Up When September Ends... ehh, ostatnie dni na wolnosci, za tydzien [w znacznej mierze studenci AEP] beda sie juz powoli zjezdzac do Poznania, zeby 24 wrzesnia rozpoczac kolejny rok akademicki... zbytnio sie tym nie martwie, bo nim to nastapi - nim wsiade do PKSu, ktory o 17:25 odjedzie, czekaja mnie jeszcze przyjemne chwile w gronie rodzinnym, w koncu za tydzien sa chrzciny Wiktora :D
do tego czasu czekaja mnie jeszcze spotkania ze znajomymi z LO, ktorzy maja nieco wiecej "farta" niz ja i dopiero za 2 tygodnie rozpoczynaja swoj rok akademicki w dosc odleglych miastach; moze wypad do znajomych z LO, w czasie, gdy Ci maja lekcje ;), z kolega z GG ;) i wiele wiele innych atrakcji [m.in shoppin' :D]... ale poki co...
obiecalam nieco fotek zrobionych "amatorska reka mamusi", wiec takowe zalaczam... milego ogladania, do uslyszenia i do zobaczeni z niektorymi juz wkrotce :)
September 13 3:0nie no... teraz to juz wszystkie rekordy pobite... 5dni bez wpisu i nikt sie jeszcze o nic nie burzy ;]... strange :P
nie ma sie co dziwic... tyle poprawek w tak krotkim czasie... dziwne, ze zyje i mam sily na cokolwiek, zeby pisac, dzwonic/odbierac telefony i cala mase innych pierdul... choc jesli chodzi o zakupy - na to zawsze znajde chwile, sile i ochote :P na to i na spotkania ze znajomymi, ktorzy korzystaja z resztek wakacji, chca sie spotkac, biora urlopy itp. Bogu dzieki za nich :)
co do poprawek... na dzien dzisiejszy wynik to 3:0 dla mnie [makro, cwiczenia - 3, jak to dr G. nazwal "wymeczone", ale niech mu tam bedzie, ja wiem swoje ;) matma - 3,5; stata - 4,5; makra, egzamin - okaze sie jutro, ale jak dla mnie zdany]... jutro o 16 razem z zaocznymi odbiore wyniki poprawy z makry, niestety oznacza to powrot do domu poznym wieczorem...jak ja tego nie lubie :\...
poki co, wszystko idzie zgodnie z "planem", ktory nie istnieje tak wlasciwie... ja po prostu nie przyjmuje innych niz pozytywne wiadomosci, poprawy okupione takim poswieceniem - brak kontaktu z ludzmi przez ostatnie 1,5 m-ca, wczesne wstawanie i godziny, dni spedzone nad makra... jak to ktos mi powiedzial "teraz to juz wiem o makrze tyle, ze moglabym bronic prace doktorska"... zeby tylko makra... matma, moje obeznanie z kalkulatorem, ehh... niewiarygodnie ile czlowiek [a wlasciwie jego mozg] jest w stanie chlonac wiedzy, kiedy wisi nad nim widmo stracenia roku... niesamowite ;)
jutro mam nadzieje, ze Czyzu nie bedzie czul potrzeby "porozmawiania" ze mna o makroekonomii, bo rolnej i zywnosciowki jak nie umialam, tak nie umiem...
poki co, dalej meczy mnie sprawa nienamierzonej przesylki w DPD, chrzciny i kilka innych spraw...
juz tylko tydzien [no ok, 9 dni] i znowu zobaczymy sie w tym dziwnym mieszkaniu na Kosciuszki [ostatnio coraz bardziej zaczyna mi ono przypominac Strefe Cienia...] zapewne nie ja jedyna, nie moge sie doczekac ;)
rowniez czekam na spotkanie z Nieznajomym o imieniu Sebastian, kogos mi przypomina, ale nie powiem kogo ;)
od jutra do 23 wrzesnia bede w Gorzowie, odrobie zaleglosci, spotkania, pogaduchy, moje male wakacje...
3majcie sie cieplo, ja uciekam od kompa umierac z nudow, chyba pojde wczesniej spac...
buziaki :*:*:* :)
PS. niebawem zalacze nowe fotki, nie mojego autorstwa, ale wykonane moim aparatem [przez moja mame z okazji obchodow Dni Miasta] ;)
|
|
|