Kasia's profilekasiek :)PhotosBlogListsMore ![]() | Help |
kasiek :)... And when they say it's finished We'll just keep on building ... |
|||||
Dziękujemy za odwiedziny!
walseiw-kemot EU17 .wrote:
July 12
walseiw-kemot EU17 .wrote:
==--..Pozdrawiam serdecznie.
![]()
May 3
Wioletta Agnieszkawrote:
Apr. 11
Mar. 28
Mar. 21
|
March 22 kolejny dzien :)Wielkanoc... choc przez ostatnich 40 dni obowiazywal post, nie zawsze udawalo nam sie oprzec pokusom czychajacym za rogiem...
pamietny alkochinczyk... 1,5 tygodnia pozniej - szalona gra [z mniejsza iloscia pol i alternatywa, o ktorej az strach pisac;] u znajomych Ani... pojawilo sie jeszcze kilka innych "pokus", ale o tych nie warto pisac ;)
wiem, ze powinno byc inaczej: robic, jak w poscie nakazano [niegdys, bo ostatnio to ponoc jakis fajny ksiadz nawolywal do uprawiania milosci i czegos tam jeszcze :P ], nieczynic nic zlego, nic wbrew kosciolowi i sobie, chodzic na msze itd... coz mam poczac? nie potrafie tak... wiem, ze nie powinnam sie do tego nawet przyznawac, ale jakos tak mnie naszlo, a poniewaz ostatni wpis byl dokonany 8 marca, przydaloby sie w miare "zaktualizowac [o ile wpis 1-3 razy w m-cu mozna nazwac aktualizacja] moj skromniutenki obszar, totez pisze co mi do glowy przyjdzie albo co slina na jezyk naniesie :)
zastanawialam sie ostatnio [moze to refleksja po rozmowie z panem taksowkarzem, ktory odwozil nas z Baranowa ;], czy oby nie wpadam w alkoholizm: coraz czesciej imprezy do rana, z duza iloscia alkoholu, dziwnych zagryzek, nienormalnych gier planszowych i prowizorycznych kostek do gry; coraz czesciej dziwne pomysly na spedzenie wieczoru poza domem; coraz dziwniejsze "sesje" zdjeciowe na terenie Poznania... strach pomyslec, co bedzie pozniej...
ale kiedy w trakcie takich gier nachodza mnie owe rozwazania, to juz po nich stwierdzam, ze WSZYSTKO ZE MNA W PORZADKU!!! co wiecej: stwierdzam, ze dla mnie studia wlasnie teraz sie zaczynaja!!! choc ostatnio coraz czesciej mam dosc Poznania, to ludzie jakich tam poznalam lub poznaje sprawiaja, ze az chce sie zyc!!! i ci, ktorzy byli, i ci, ktorzy sa, a kto wie, czy nie ci, ktorzy dopiero beda :)
studia na serio sa czasem, kiedy najwazniejsze jet zycie a nauka sama przyjdzie [no ok, czasem trzeba sie nad tym nieco nasiedziec ;]... wole oblac jakis egzamin i go potem poprawic, niz poswiecic znajomosci z ludzmi nie tylko z uczelni. w koncu w zyciu trzeba cos wspominaac i jesli nie beda to dziwne imprezy ze studiow, to tak, jakby tego "zycia" w ogole nie bylo [tu pragne podziekowac tworcom aparatow cyfrowych, ktore dzieki mozliwosci wykorzystania kart pamieci ze znacznie wieksza pojemnoscia niz ich wlasna pamiec wewnetrzna, pozwalaja jeszcze lepiej uchwycic najlepsze kawalki z imprez :P ]
krotko podsumowujac:
1. takie imprezy to chrzest bojowy, po ktorym mozna z "duma" mowic, ze jest sie 100%-owym studentem/-ka; 2. warto na zycie towarzyskie poswiecic wiecej czasu, nawet jesli jest to poczatek tygodnia ;)
3. aparaty cyfrowe to fajna rzecz :P
4. jesli czegos nie pamietasz, bo urwal ci sie film, zapytaj innych jak bylo + zerknij na zdjecia - wtedy ukladanka bedzie juz prosta ;)
March 08 dzien kobiet - nasz dzien :D8 marca to, procz urodzin, imienin i walentynek, jeden z najwspanialszych dla kobiet dni ;)
panowie mogliby powiedziec, ze "materialistki" z nas, bo tego dnia zadowalamy sie pieknymi kwiatami i czekoladkami ;)... w sumie mieliby racje ;)
od rana same niespodzianki: 10:12 - domofon, "galop" po schodach i dobijanie sie do drzwi... SEBA!!! pamietal o nas kochany chlopak i przyniosl nam po kwiatku :D
30min pozniej Bartek przywital kazda z nas piekna roza, az sie cieplo na sercu zrobilo :D potem przez caly dzien zyczenia od wspanialych, pamietajacych Panow :)
NEVER BETTER :D :D :D
taki dzien jak dzisiaj [no moze z lepsza pogoda ;) ] moglby byc codziennie :) w koncu kazda z nas marzy o ksieciu z bajki, ktory sprawilby, ze czulaby sie szczesliwie nie tylko te kilka razy w roku, ale zawsze :)
poki co, moj "ksiaze z bajki" bladzi gdzies po swiecie, i jesli ktos go widzial, niech go prosze nakierujcie na moj adres, ok?? do czerwca musi sie u mnie stawic ;)
z gory wielkie dzieki :P alkochinczyk ;]ajjjjj.... dusty little space ;]
nieco "wyjasnien" co do zdjec wczesniej zamieszczonych...
czwartek, 6 marca 2008 r., po zajeciach... dzien jak co dzien gdyby nie licznie organizowane wystepy Chippendalesow prawie we wszystkich klubach w Poznaniu ;]
ja bylam za pojsciem do Tuby, gdzie samorzad studencki AE takowa impreze organizowal dla Pan z okazji ich swieta :)
niestety nie udalo mi sie do konca namowic na wyjscie mojej wspollokatorki - Eweliny [nie wiem czemu sie opierala ;]... ale moze i dobrze...
Radek mial wracac do domu, ale na haslo "alkochinczyk" pedem udal sie na PKP zeby przebookowac bilet powrotny do domu [czego niestety nie udalo sie zrobic, bo za blisko Poznania mieszka :P ], Michal, Bartek i Ewelina do kuchni, zabrali sie za kucharzenie na "impreze", ja cos tam dzialalam z Radkiem i alkoholami, a w miedzyczasie kto sie zjawil? Krzysiu :D [za ktorym tak tesknilismy ;]!!!
godzina 21: przywitanie sie "smialkow-graczy", zniesienie niezbednych trunkow do pokoju, zapodanie muzyki i... start zmagan :D
pierwsze rzuty kostka byly niezle: "pijesz", "pija wszyscy", "pija dziewczyny/chlopaki"... 10 min i nie ma flachy :D... kolejne 10 min: poszla kolejna flaszka...
za szybko, ojj za szybko... w ramach przerwy ogladalismy filmiki na YouTube.com [Adam - nasz nowy wspollokator, dolacza do nas i wybywa predko z Bartkiem po "zapasy" vodki] 20 min i wracamy do gry... kilka razy udalo mi sie objac prowadzenie, ale po 32 polu sa same klopoty... trzeba pic i wracac i znowu pic ... idzie sie zmeczyc... po 4h ciagego picia odlecialam... kima i nic wiecej...
z zeznan moich "wspolsprawcow" gry wynika, ze impreza przeniosla sie na korytarz [i dobrze :D] gdzie losy kilku graczy potoczyly sie kipsko... podobnie jak ja udalo im sie objac prowadzenie, ale skonczyli w jeszcze gorszym stanie niz ja :D
nie bawiac sie w szczegoly powiem tylko, ze Bartek po 17h odzyskal swoje naturalne kolory, a Krzysiu - zjadl cos :P
caly piatek chowani przed swiatem, zeby ludzie nie pytali, co nam sie stalo :P
bylo ciezko, gra nie zostala skonczona, alkoholu juz nie bylo... ale coz, zostaly wspomnienia i fotki, i fajnie, bo bedzie co wspominac za pare lat :D [nie tylko ksiazki :D] February 05 surpriz :Djest wtorek, 5 luty 2008 r., juz tydzien po sesji i poki co, niech tak zostanie.
rok temu nie bylo tak kolorowo - nie mialam pojecia, jak wygladaja ferie na studiach, bo z wlasnej glupoty wpakowalam sie w poprawki, z ktorych oczywiscie potem wybrnelam sama lub wspolnie z moimi kompanami niedoli ;)
teraz jest zupelnie inaczej: jedyna poprawka czeka mnie z finansow u dr Kanduly, 15 lutego [tez sobie kobita date wybrala =\] poki co, nie mam jeszcze wynikow egzaminu z rachunkowosci finansowej i nieco mnie to martwi. wyniki beda w czwartek i w zaleznosci od tego, czy egzam bedzie "do przedu" czy "w plecy", zalezy kiedy wroce do Poznania, do ktorego poki co, nie mam ochoty wracac...
w srode, 30 stycznia, po ostatnim egzaminie z zarzadzania wyskoczylysmy jeszcze z dziewczynami do Slodowni na balety i o 6:40 [po niespelna 40 minutach "snu"] siedzialysmy juz w pociagu do Wroclawia, zeby stamtad smigac busikiem do Swidnicy. od czwartku do niedzieli blogie lenistwo, nic-nie-robienie i... lyzwy :) bylo bardzo fajnie i z checia niebawem powtorze ten wypad
w niedziele w nocy bylam juz w Gorzowie; nie wiem do kiedy tu zostane, moze do czwartku a moze do niedzieli, okaze sie na dniach, choc wiadomo, ze wolalabym jak najdluzej [wtedy moglabym spokojnie obejrzec na TVP1 >> 7 Niebo << =D ]
poki co, poki jestem w rodzinnym miescie, mam okazje spotkac sie ze znajomymi, ktorzy w koncu znalezli wolna chwile, odwiedzic mojego chrzesniaka i jego rodzinke [przy okazji =P ] no i porobic jeszcze pare innych dziwnych rzeczy, na jakie nie mam czasu w Poznaniu; obym sie ze wszystkim uwinela :)
a propos spotkan...
mialam sie dzisiaj spotkac z Marta i kiedy juz mialam wybiec z domu, mama przyniosla mi list z... Lyonu!!
surpriz, huh?? dla mnie jeszcze wiekszy, szczegolnie jak otworzylam koperte i ujrzalam, ze jest to oferta do mnie z... biura matrymonialnego!!!!!!
momentalnie zaczelam sie smiac, bo jak moze na cos takiego zareagowac?? =D "oferty" panow z Francji [musze przyznac, calkie przystojni co niektorzy =D]
poczytalam nieco i... odpuscilam =P swataja glownie Rosjanki i Ukrainki z Francuzami, wiec to nie dla mnie, pozostane przy poszukiwaniach panow z Polski =)
jedyne co mnie dosc powaznie zastanawia, to... skad mieli moj dokladny adres i skad wiedzieli, ze akurat w tej chwili jestem wolna?...
niezly bajer, mnie wmurowalo =)
no nic, poki co, ja sie odmeldowuje i uciekam robic cos pozytecznego, bo niebawem bede musiala zaczac brac sie za finanse [ponoc u dr Kanduly poprawki nie sa wcale lzejsze niz sam egzamin]... ehh, marne zycie studentki...
buziaki =* =) February 03 brak pomyslu na tytul...pomyslmy...
ile to juz czasu...
sporo... jak zwykle... mimo wszysto nie ma sobie nic do zarucenia, bo niby czemu? nikomu nie skladalam zadnego oswiadczenia woli odnosnie dokonywania wpisow, jak to juz wczesniej wspominalam. w ogole, blog ten [quasi-blog, wg mnie] powstal w wakacje specjalnie dla kilku osob, zeby mogly byc mniej wiecej na czasie z tym, co sie dzieje i w kontakcie ze mna. coraz czesciej zastanawiam sie czy nie zlikwidowac go mimo wszystko, bo nawet do dokonania wpisu takiego jak ten, trzeba znalezc chwilke czasu, a ja coraz czesciej znajduje wiele innych, ciekawszych rzeczy do robienia, niz siedzenie przed komputerem i pisanie sama nie wiem o czym...
wiedzac kto czasem odwiedza ten obszar, mialam ostatnio ochote pisac o kilku panach, o tym, co mowilam, kiedy mnie pytano o wiele spraw...
zapytana, kiedys powiedzialam komus, ze jesli bliscy, ktorych mialo sie dotad na codzien i bardzo blisko, nagle zmieniaja nie tylko styl zycia, miejsce zamieszkania, ale rowniez podejscie do wszystkiego i wszystkich, nie naciskam, czasem wrecz odpuszczam wszelkich staran z mojej strony, ale zawsze mam wyciagnieta reke...
teraz cisnie mi sie na jezyk zeby powiedziec, ze... klamalam...
stwierdzam, ze jednak jestem osoba z pozoru twarda, w srodku zbyt uczuciowa, jedna z tych, ktore niestety przez wielu sa wykorzystywane za ich dobrodusznosc, zwierzaja sie innym z najbardziej skrytych szczegolow zycia, o ktorych czasem nawet najblizsza rodzina nie wie... wiele bym dala za mozliwosc naprawienia tego, "poprawienia sie"...
nie potrafie spalic za soba mostow, tak bylo z Mariuszem, Goska, Marta i ich rodzinka, z Arkiem, czasem Bartkiem i Piotrkiem, Kamilem, Pawlem...
jak frajerka wierzylam, ze mimo zmiany miejsca zamieszakania, nie tylko mojego, wszystko bedzie ok, kontakt sie nie urwie. a jednak... i to wcale nie z mojej strony... chociaz pewne bardziej powinnam ich za to winic, do siebie zywie najwieksza uraze. pewnie zle robie uparcie tkwiac w jednym miejscu i starajac sie wszystkiemu zaradzic z obu stron, ale juz jakos tak mam... moze "zle" mnie wychowano?
serce mi sie kraja, kiedy osoby dobrze mi znane, nagle zapominaja o tym, co bylo i ogolnie nic sobie z niczego nie robia... myslalam, po tylu latach znajomosci, ze sa inni, ale najwyrazniej to ja bylam ta "inna". nawet nie wiecie, jak mnie to meczy i denerwuje. czasem mam ochote wszystkim tym osobom nawtykac za wszystko, powiedziec co o tym i o nich mysle, ale nigdy nie mam na to az tyle odwagi, nie mam, bo... dalej sa dla mnie dobrymi znajomymi, a niektorzy nawet przyjaciolmi...
moze nalezaloby nazwac "to" wyrachowaniem [z ich strony], a nie doszukiwac sie bledow z mojej strony, moze, ale dopoki sie nie skonfrontuje, nie bede wiedziala, a poki co, najwyrazniej nie zapowada sie na nic...
trudno...
|
|
|||
|
|